Translate

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 2

 Nowi bohaterowie


 Untitled 
Stefanie Jones-Mama Nathali



(4) Tumblr

Robin Jones-tata Nathali


Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Wstałam przygotowałam strój i poszłam do łazienki wciąć poranną toaletę. Po wykonanej czynności zeszłam na dół zjeść śniadanie gdzie siedzieli moi rodzice. Nie chciałam z nimi rozmawiać, od wczoraj wiedziałam, że mnie okłamują i to być może przez całe moje życie.
Kiedy sprzałam na ich uśmiechy skierowane do mnie poczułam odrazę, nie wiem dlaczego po prostu byłam przekonana, że ta tajemnica to nie jest jakaś błahostka. Oczywiście muszę dowiedzieć się co lub kto to jest.
M-Hej kochanie wyspałaś się?-powiedziała promiennie moja rodzicielka.
-Średnio.
M-Może poszłybyśmy dziś na zakupy w końcu po jutrze wyjeżdżasz do wielkiego miasta i nie będziemy mogły chodzić na zakupy kiedy będziemy chciały.
Mama trochę posmutniała, ja tak samo. Mimo to, że ukrywają coś przede mną to wciąż  ich kocham. Miałam cudowne dzieciństwo. To co sobie wymarzyłam to to dostawałam. Zawsze mogłam liczyć na radę jak ze strony mamy jak i ze strony taty.
-No dobrze to pójdźmy tak o 3pm dobrze?
M-Dobrze córciu.
Zjadłam z rodzicami  śniadanie i udałam się do swojego pokoju.


*Kilka godzin później
Zbliżała się 3 więc postanowiłam się przygotować na wyjscie.
Ubrałam czarną bluzkę do tego kurtkę i jeansy.  Włosom pozwoliłam swobodnie opaść na ramiona. Zrobiłam lekki make-up po czym zeszłam na dół gdzie czekała moja mama.
M-Gotowa?
-Jasne! To co idziemy?
M-Tak. Dalej.
Wyszłyśmy z domu kierując się do  samochody.
Po 20min dotarłyśmy na miejsce. Zaparkowałyśmy samochód na parkingu i ruszyłyśmy w stronę galerii.
M-To czego potrzebujesz?-spytała się promiennie moja rodzicielka.
-Przydałyby się nowe trampki no i jakimiś nowymi ubraniami nie pogardziłbym.
Mama tylko się uśmiechnęła i zaprowadziła mnie do sklepu z butami.
Po prawie trzy godzinnej przygodzie w galerii byłyśmy całe obsypane torbami no w końcu kupiłam 2 pary vansów   trzy bluzki jedną parę spodni  i dwie sukienki. Moich rodziców było stać na takie zakupy, ponieważ mają własną firmę która daje bardzo dobre zyski. Dlatego nigdy nic mi nie brakuje i jestem i za to wdzięczna.


*2 dni później
Siędzę z moimi rodzicami i czekamy na dziewczyny, które za chwilkę powinny podjechać.
M-Masz wszystko?
-Tak mamo mówi Ci już chyba setny raz dzisiaj.-zaśmiałam się.
T-Stefanie spokojnie nawet jak czegoś nie wzięła to zawsze może dokupić.
M-No niby tak.
T-Nie niby tylko tak.
Zaśmiałam się po czym usłyszałam dzwonek do drzwi, to na pewno Tessa i Lisa.  Podeszłam do drzwi i od razu przywitałam się z dziewczynami po chwili dołączyli moi rodzice.
-Dzień dobry państwu- powiedziały promiennie przyjaciółki.
-Cześć dziewczyny.
Po przywitaniu się tata zaniósł moje bagaże do bagażnika Lisy.
M-Uważaj tam na siebie.
-Wiem mamusiu.
T-I dzwoń do nas.
Przytuliliśmy się na pożegnanie i z dziewczynami poszłyśmy do samochodu.

Barbara Palvin













  

1 komentarz: